Sorry Boys

Roma

Mystic Production 2016-11-18
Autor: Michał Balcer
Ocena:

Sorry Boys to jedna z tych rodzimych kapel, która pozwoliła mi z zachwytem spojrzeć na polską muzykę. Było to w 2013 roku przy okazji wydania przez zespół krążka zatytułowanego „Vulcano”. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że to nadwiślańska grupa nagrała taki kapitalny numer jak „The Sun” – przecież to brzmiało jak jakiś zagraniczny hit, który powinien trząść listami przebojów na Starym Kontynencie i za Wielką Wodą, nie wspominając już o Antypodach. 

Po trzech latach Sorry Boys powrócili z kolejnym albumem „Roma”. Na singiel promujący wybrano „Wracam”. Totalny strzał w dziesiątkę – osobiście uwielbiam takie chwytliwe, optymistyczne, pozytywne kawałki z łatwym do zapamiętania refrenem. Zresztą patrząc na moją facebookową ścianę, muszę stwierdzić, że w swojej sympatii dla tej piosenki nie jestem odosobniony. Ten utwór na swoich profilach udostępniali ludzie, których kompletnie bym o to nie podejrzewał – taaaak, Beli Komoszyńskiej i jej kolegom udało się dotrzeć ze swoją muzyką do bardzo zróżnicowanego grona słuchaczy. Brawo!

To co rzuca się od razu w oczy po spojrzeniu na listę piosenek to fakt, że aż pięć z nich Bela śpiewa po polsku, co stanowi dość sporą różnicę w proporcjach jeśli porównamy to z poprzednią płytą formacji. I w tym miejscu muszę zaznaczyć, że wolę jednak Sorry Boys w wersji anglojęzycznej. Wokalistka prezentując teksty po polsku na dalszą metę zaczyna lekko irytować. Ona jest po prostu predysponowana, według mnie, do śpiewania w języku Shakspeare’a. A, że robi to doskonale… 

„Roma” jest albumem niezwykle eleganckim. To już nie jest właściwie pop, ale coś co określa się mianem sophisticated pop, czyli po naszemu: wyrafinowany, wyszukany, wymyślny, nieoczywisty, co chyba najlepiej słychać w „Zwyczajnych Cudach”. Jak pierwszy raz słuchałem tej piosenki to z każdą sekundą czekałem na jakieś rockowe uderzenie, dające upust emocjom jakie w niej są. A oni dalej uparcie, harmonijnie i orientalnie prowadzą ten utwór do końca. W 11 melodyjnych kawałkach mamy kurpiowski śpiew, chór gospel, kwartet smyczkowy, fortepian, cymbały, puzon i jeszcze odrobinę elektroniki. Wszystko to zostało podane w sposób spójny i przemyślany. I jeszcze ten wstęp do „Miasta Chopina”, brzmiący jakby żywcem wyjęty z twórczości Erika Satie – no cudeńko! 

Dzięki takim numerom jak „Water” zespół nigdy nie odlepi łatki podobieństwa do Florence + The Machine. Nie wiem zresztą czy specjalnie im na tym zależy. Sorry Boys nie szukają poklasku na siłę, nie tworzą łatwej muzyki. Zapewne gdyby chcieli to z łatwością robiliby trzy komercyjne hity rocznie. Ci, którzy spodziewają się, że znajdą tutaj więcej przebojów na miarę „Wracam” będą rozczarowani. „Roma” to ambitny pop wymagający zaangażowania od słuchacza. Tylko trzeba tej płycie dać kilka szans. Ale nie od razu Rzym zbudowano!