Behemoth rozpalił katowicki Spodek. Diabelski sojusz, ogień i hołd dla legendy Venom

  • 30 October, 2026
  • Piotr "Bobas" Kuhny

25 października katowicki Spodek stał się areną spotkania trzech potęg ekstremalnego metalu. Behemoth, Dimmu Borgir i Dark Funeral. Wspomniana nieświęta trójca przyjechała na zaproszenie Knock Out Productions do Polski w ramach trasy „In League With Satan”. Wieczór przyniósł widowiskową produkcję, potężną dawkę black i death metalu, a także wyjątkowy moment poświęcony pamięci Cronosa – legendarnego frontmana Venom.

Katowicki Spodek niejednokrotnie gościł wydarzenia, które zapisały się w historii polskiej sceny muzycznej. Niedzielny wieczór z pewnością można dopisać do tej listy. Pod wspólnym szyldem „In League With Satan” na jednej scenie spotkały się trzy formacje, które na różne sposoby ukształtowały współczesne oblicze ekstremalnego metalu.

Nie był to zwykły koncert złożony z trzech występów. Każdy z zespołów reprezentował nieco inne podejście do ekstremalnego grania, a całość została pomyślana jako pełnowymiarowe widowisko. Główną rolę odegrał oczywiście Behemoth, który przed rodzimą publicznością po raz kolejny udowodnił, że należy do ścisłej światowej czołówki koncertowego metalu.


Dark Funeral – krótko, intensywnie i bez kompromisów

Wieczór otworzył Dark Funeral. Szwedzi, mający na koncie ponad trzy dekady działalności, od pierwszych dźwięków postawili na bezkompromisowy, surowy black metal. Bez zbędnych ozdobników, za to z charakterystyczną dla zespołu intensywnością.

Około trzydziestu minut scenicznego czasu wystarczyło na pięć kompozycji. Wśród nich znalazły się „Unchain My Soul”, „The Secrets of the Black Arts”, „The Arrival of Satan’s Empire”, „Let the Devil In” oraz „Where Shadows Forever Reign”.

Występ był solidnym otwarciem wieczoru, choć trudno nie odnieść wrażenia, że zespół tej klasy zasługiwał na nieco więcej czasu. Szczególnie że przyjęcie ze strony publiczności pokazało, iż katowicka widownia doskonale odnajduje się również w bardziej klasycznej, blackmetalowej estetyce.


Dimmu Borgir – symfoniczny rozmach i polski akcent

Po krótkiej przerwie scenę przejęli Norwegowie z Dimmu Borgir. Zespół od lat konsekwentnie rozwija własną wizję symfonicznego black metalu, a katowicki koncert był kolejnym przykładem tego, jak sprawnie potrafi połączyć ekstremalne brzmienie z monumentalną, niemal filmową oprawą.

Shagrath i Silenoz poprowadzili zespół przez przekrojowy repertuar, w którym znalazło się miejsce zarówno dla klasycznych kompozycji, jak i materiału z najnowszego albumu „Grand Serpent Rising”.

Publiczność usłyszała między innymi „Mourning Palace”, „Kings of the Carnival Creation”, „Council of Wolves and Snakes”, „Ascent”, „The Serpentine Offering”, „Puritania” oraz „Progenies of the Great Apocalypse”.

Nie zabrakło również polskiego akcentu. Szczególnie ciepło przyjęty został Dariusz „Daray” Brzozowski, który od lat współpracuje z norweską formacją. Perkusista otrzymał mikrofon od Shagratha i mógł osobiście podziękować polskim fanom za wsparcie słowami "bez Was nie byłoby nas". Ten krótki moment dodatkowo podkreślił wyjątkowy charakter występu przed rodzimą publicznością.

Dimmu Borgir dostarczyło dokładnie tego, czego można było oczekiwać: monumentalnego brzmienia, rozbudowanej oprawy i charakterystycznego połączenia symfonicznego rozmachu z blackmetalową agresją.


Behemoth – kiedy koncert staje się spektaklem

O godzinie 21:45 nadszedł czas na gospodarzy wieczoru. Behemoth nie zamierzał pozostawić publiczności w niepewności co do tego, kto tego wieczoru będzie głównym bohaterem.

Już od pierwszych chwil było jasne, że zespół przygotował widowisko z rozmachem, do jakiego przyzwyczaił fanów w ostatnich latach. Wielopoziomowa scenografia, charakterystyczne kostiumy, zmiany wizerunku muzyków i rozbudowana pirotechnika stworzyły spójną, mroczną oprawę. Bez dwóch zdań "produkcja" na poziomie światowych gigantów.

Ogień towarzyszył muzykom podczas kolejnych kompozycji, a Nergal w pewnym momencie sięgnął nawet po ręczne miotacze płomieni. Nie zabrakło również charakterystycznej dla Behemotha symboliki. Odwrócony znak hostii, który w trakcie koncertu stanął w płomieniach, był jednym z najbardziej wyrazistych elementów scenicznego spektaklu.

Warto jednak podkreślić, że widowiskowa oprawa nie przykrywała muzyki. Behemoth zabrzmiał niezwykle pewnie, ciężko i precyzyjnie. Nergal, Inferno, Seth i Orion tworzą obecnie doskonale zgrany koncertowy mechanizm. Każdy z muzyków ma wyraźnie określoną rolę, a całość funkcjonuje z precyzją, której można oczekiwać od zespołu tej klasy.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje Orion. Basista nie ograniczał się do odgrywania swojej partii, aktywnie nawiązywał kontakt z publicznością i nieustannie poruszał się po scenie. W pewnym momencie zdecydował się nawet na spacer po barierce oddzielającej muzyków od fanów.

Repertuar przygotowany na katowicki koncert był dobrze wyważonym połączeniem klasyki i nowszych kompozycji. Z jednej strony otrzymaliśmy utwory, które od lat stanowią koncertowe fundamenty zespołu, z drugiej – materiał pokazujący, w jakim kierunku Behemoth rozwija swoją muzykę.

Nie zabrakło „Daimonos”, „Ora Pro Nobis Lucifer”, „Conquer All”, „Blow Your Trumpets Gabriel” czy „Ov Fire and the Void”. Nowsze oblicze zespołu reprezentowały między innymi „The Shit ov God”, „I, Scvlptor” oraz „To Drown the Svn in Wine”.

W jednym z najważniejszych momentów wieczoru "Nero" zapytał publiczność "wiecie jaki tytuł ma ta trasa?" i zabrzmiało „In League With Satan” z repertuaru Venom. Do Behemotha dołączył Shagrath, a wspólne wykonanie utworu nabrało szczególnego znaczenia w obliczu niedawnej śmierci Cronosa – założyciela i wieloletniego wokalisty Venom.

To nie był jedynie kolejny cover w koncertowym repertuarze. Był to hołd dla muzyka, którego twórczość miała ogromny wpływ na rozwój black i ekstremalnego metalu. Wspólna obecność na scenie dwóch charakterystycznych frontmanów – Nergala i Shagratha – dodatkowo podkreśliła wagę tego momentu.

Po tym wyjątkowym akcencie zespół uderzył jeszcze „Chant for Eschaton 2000”, a na bis pozostawił jeden ze swoich najbardziej rozpoznawalnych hymnów – „O Father O Satan O Sun!”.

Nergal podziękował publiczności ze sceny, za wspólne 35 lat muzycznej drogi i poinformował  że w Spodku zgromadziło się około sześciu tysięcy fanów. To imponujący wynik, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę specyfikę muzyki, którą reprezentują występujące tego wieczoru zespoły.

Co więcej, polski przystanek miał być największym frekwencyjnym sukcesem dotychczasowej części trasy. Trudno o lepszy dowód na to, że Behemoth nie jest już wyłącznie zespołem cieszącym się uznaniem wąskiego grona fanów ekstremalnego metalu. To formacja o międzynarodowej pozycji, która potrafi przyciągnąć tysiące słuchaczy również na własnym podwórku.

Katowicki koncert pokazał trzy różne oblicza ekstremalnej muzyki: bezkompromisową agresję Dark Funeral, symfoniczny rozmach Dimmu Borgir i dopracowany w każdym szczególe sceniczny spektakl Behemotha.

Najważniejsze jednak, że za całą tą produkcją stała muzyka. Behemoth udowodnił, że jego koncertowa forma nie jest dziełem przypadku, a połączenie doświadczenia, kompozytorskiej konsekwencji i widowiskowej oprawy wciąż działa z ogromną siłą.

„In League With Satan” w Katowicach okazało się czymś więcej niż wspólnym występem trzech uznanych zespołów. Było spotkaniem pokoleń ekstremalnego metalu, hołdem dla jego korzeni i potwierdzeniem, że polska scena ma jednego z najważniejszych ambasadorów na świecie.

Do "przewijania" zdjęć należy używać znaczników w dolnej części ramki (telefon, komputer) lub strzałek (komputer).

Behemoth rozpalił katowicki Spodek. Diabelski sojusz, ogień i hołd dla legendy Venom" data-numposts="5">

Nadchodzące wydarzenia