
Gojira ciągle w olimpijskiej formie i Kerry King, czyli kiedy nowy mistrz ciężkiego grania spotyka legendarnego championa.
- 21 August, 2025
- Piotr "Bobas" Kuhny
Wtorek, 19 sierpnia 2025 roku, zapisał się w kalendarzach fanów ciężkiego grania jako wyjątkowy wieczór. Krakowska Tauron Arena dzięki zabiegom Mystic Coalition stała się miejscem spotkania legendy thrash metalu i jednej z najjaśniejszych gwiazd współczesnej sceny metalowej.
Kerry King — czyli piekielne otwarcie
Jako pierwsi na scenie zameldowali się muzycy z solowego projektu Kerry’ego Kinga. Gitara mistrza Slayera nie kłamała – to był bezkompromisowy, brutalny thrash, który nie bierze jeńców. Zespół zaprezentował materiał z debiutanckiego albumu "From Hell I Rise", a publiczność mogła usłyszeć takie utwory jak "Toxic" czy "Idle Hands". Chociaż nowy materiał jest solidny, największy entuzjazm wywołały oczywiście nieśmiertelne klasyki Slayera: "Repentless", "Disciple", "Raining Blood" czy "Black Magic". Sądząc po reakcjach publiczności, która urządzała dzikie pogo i ściany śmierci, Kerry King udowodnił, że "wiecznie żywy" Slayer może istnieć także w jego solowej odsłonie. Na pewno na "slayerowatość" wieczoru wpłynęła też obecność za garami Paula Bostaph'a. Wokalem zajął się Mark Osegueda, który wykrzesał z siebie sporą dawkę metalowego szaleństwa. Nie można pominąć wkładu w pokoncertowy ból karu krakowskiej publiczności Phila Demmel'a (gitara) i Kyle Sanders'a (bas), którzy wiedzieli jak szarpać struny, by wydobyć czystą thrashową nutę. Słychać opinie, że krakowski koncert projektu był znacznie lepszy niż jego występ na Mystic Festival w 2024 roku, co świadczy o tym, że projekt nabiera coraz lepszej formy.
Gojira — Olimpijski spektakl
Po thrashowym trzęsieniu ziemi nadszedł czas na techniczne i wizualne mistrzostwo. Gojira, świeżo po fenomenalnym występie na otwarciu Igrzysk Olimpijskich w Paryżu, pokazała, dlaczego uważa się ją za jedną z najważniejszych grup metalowych ostatnich lat. Francuzi zadedykowali swój koncert Polsce, a wokalista Joe Duplantier nie krył, że mają z naszym krajem szczególną, wieloletnią więź.
Koncert był prawdziwym spektaklem audiowizualnym, z dopracowaną oprawą graficzną, pirotechniką i imponującymi wizualizacjami. Zespół zagrał potężne "Another World", "Silvera", "L'enfant sauvage" czy "Flying Whales". Nie zabrakło też olimpijskiego utworu "Mea culpa (Ah! Ça ira!)", który zabrzmiał wyjątkowo mocno. Niespodzianką dla polskich fanów był gościnny występ Wacława „Vogga” Kiełtyki z Decapitated, który dołączył do zespołu, by zagrać utwór "From the Sky". Ten kawałek, powracający do setlisty po wielu latach, został wybrany nieprzypadkowo – album "From Mars to Sirius" obchodzi w tym roku 20-lecie, a zapowiedziany był przez prześmiewczą kartoniadą ("chcecie więcej podwójnej stopy" itp.) przez Mario Duplantier'a (perkusja). Nie można nie wspomnieć o Christian'ie Andreu (gitara prowadząca) i Jean-Michel Labadie (bas), muzyków potrafiących wraz z Joe sprawić, że zespół można śmiało określić jako jeden z najważniejszych obecnie gitarowych zespołów na świecie.
Jedynym minusem, na jaki zwrócili uwagę niektórzy fani, był brak starszych kompozycji z dwóch pierwszych albumów Gojiry, "Terra Incognita" i "The Link". Mimo to, większość publiczności wyszła z Tauron Areny zachwycona. Zespół pokazał, że wszedł już na najwyższy poziom i, jak sugerują niektórzy, być może w przyszłości zagra na jeszcze większych stadionach.
Podsumowując, był to wieczór pełen mocnych, metalowych wrażeń, który zadowolił zarówno miłośników klasycznego thrashu, jak i fanów progresywnego, technicznego grania i zapewne na długo pozostanie w ich pamięci, bo to jedna z rzadkich okazji by jednocześnie spotkać legendę i przyszłość ciężkiej muzyki.
Do "przewijania" zdjęć należy używać znaczników w dolnej części ramki (telefon, komputer) lub strzałek (komputer).















































































































