Lord of the Lost oraz Ad Infinitum w Klubie Studio.

  • 29 March, 2026
  • Michał Paterek

Niedzielny wieczór zwykle oznacza wyciszenie przed nadchodzącym tygodniem, jednak tym razem Lord of the Lost supportowani przez Ad Infinitum, całkowicie odwrócili ten schemat. Krakowski Klub Studio wypełnił się po brzegi, a energia publiczności w niczym nie zapowiadała zbliżającego się poniedziałku.

Występ Ad Infinitum trudno było traktować wyłącznie jako rozgrzewkę przed główną gwiazdą wieczoru. W centrum uwagi szwajcarskiej formacji bez wątpienia znajdował się wokal Melissy Bonny, który momentami przybierał niemal symfoniczną formę, by za chwilę przejść w surowe, metalcore'owe partie screamu. Ta swoboda poruszania się między skrajnościami robiła ogromne wrażenie nadając występowi odpowiedniej dynamiki. Co ciekawe, sceniczny wizerunek wokalistki stanowił wyraźny kontrast wobec tej intensywności - uśmiechnięta, kontaktowa i pełna naturalnego uroku, z łatwością zjednywała sobie publiczność. Muzyka zespołu szybko zaczęła działać niemal instynktownie - ciała mimowolnie kołysały się w rytm kolejnych utworów. Ten występ był dla wielu pierwszą stycznością z Ad Infinitum i z pewnością zaowocował obecnością zespołu na ich prywatnych playlistach.

Choć support skradł serca wielu, to dopiero pojawienie się headlinerów sprawiło, że granica między sceną a widownią ostatecznie zniknęła. Koncert Lord of the Lost był czymś znacznie więcej niż tylko muzycznym występem. Było to spotkanie pełne ciepła, autentyczności i radości. Już od pierwszych minut dało się wyczuć, że relacja między zespołem a publicznością jest wyjątkowa. Nie było tu dystansu a raczej atmosfera, jakby artyści wrócili do miejsca, w którym zawsze są mile widziani. Od samego początku parkiet pod sceną pozostawał w nieustannym ruchu. Nie było mowy o biernym słuchaniu. Energia płynąca ze sceny działała jak niewidzialna siła, która dosłownie porywała ciała uczestników. Każdy rytm podkręcał emocje, prowadząc do momentów absolutnej euforii. Nie mogło zabraknąć też żywiołowej ściany śmierci.

Ogromną rolę odegrała tutaj sceniczna charyzma Chrisa Harmsa, który wręcz budował z publicznością osobistą więź. Jego naturalność, poczucie humoru i swoboda sprawiały, że między utworami scena zamieniała się w przestrzeń pełną śmiechu i spontanicznych interakcji. Zespół żartował, rozmawiał z fanami i dawał wyraźnie odczuć, że ten wieczór jest dla nich równie ważny, co dla zgromadzonych pod sceną. W setliście nie zabrakło momentów kulminacyjnych. Kiedy wybrzmiało "Blood & Glitter", publiczność eksplodowała energią, a wspólne wykonanie coveru "Cha Cha Cha" wprowadziło jeszcze więcej luzu i zabawy. Finałowe "Light Can Only Shine In The Darkness" było natomiast emocjonalnym zwieńczeniem wieczoru, momentem osiągnięcia najbardziej poruszającej i jednoczącej atmosfery.

Połączenie mroku charakterystycznego dla zespołu z ciepłem płynącym ze sceny było tym, co najbardziej zapadło w pamięć. Lord of the Lost po raz kolejny udowodnili, że ich koncerty to nie tylko widowisko, ale doświadczenie, które angażuje całe ciało i emocje.

Dziękujemy Winiary Bookings za możliwość uczestnictwa w tym emocjonującym wieczorze.


Do "przewijania" zdjęć należy używać znaczników w dolnej części ramki (telefon, komputer) lub strzałek (komputer).
Lord of the Lost oraz Ad Infinitum w Klubie Studio." data-numposts="5">

Nadchodzące wydarzenia