Magia gitarowego kunsztu – relacja z krakowskiego koncertu Alter Bridge
- 30 June, 2026
- Aneta i Piotr "Bobas" Kuhnuy
Wielkie areny mają swój niezaprzeczalny urok, ale to klubowe występy pozwalają poczuć prawdziwą, surową energię rocka. Przekonali się o tym wszyscy, którzy 17 czerwca 2026 roku szczelnie wypełnili krakowski Klub Studio. Tego właśnie dnia amerykańska formacja Alter Bridge, goszcząca w Polsce w ramach trasy What Lies Within, dała występ, który na długo pozostanie w pamięci zgromadzonych fanów.
Ale za nim na scenie pojawiło się "danie główne" dostaliśmy przystawkę w postaci blues-rockowej grupy Cardinal Black
I trzeba przyznać, że "muzyka po walijsku" trafiła w gusta publiczności. Formacja serwująca dojrzały, klimatyczny blues-rock okazała się doskonałym wyborem na support. Ciepłe przyjęcie, z jakim spotkali się muzycy, pokazało, że niemała część krakowskiej publiczności która przybyła do klubu odpowiednio wcześnie, by docenić ich kunszt dobrze zainwestowała swój czas. Grupa zostawiła na deskach mnóstwo energii, skutecznie podgrzewając atmosferę przed nadejściem głównego punktu programu.
Krótka "przepinka" i ze sceny popłynęły pierwsze dźwięki gitar i zaczęło się to niezwykłe spotkanie z muzyką Alter Bridge- zamiast wielkiej hali publiczność dostała koncert niemal na wyciągnięcie ręki, w żywiołowej klubowej atmosferze. Zespół rozpoczął koncert od mocnego akcentu – singla „Silent Divide” z najnowszego, wydanego w tym roku albumu zatytułowanego po prostu „Alter Bridge”. Okazał się on absolutnym strzałem w dziesiątkę, natychmiast porywając tłum do wspólnego śpiewania.
Od pierwszych minut było jasne, że Alter Bridge nie przyjechali do Krakowa odcinać kuponów od dawnej sławy. Otwierające koncert „wspomniany Silent Divide” szybko ustawiło ton wieczoru: masywne riffy Marka Tremontiego, precyzyjna sekcja rytmiczna Briana Marshalla i Scotta Phillipsa oraz charakterystyczny, pełen napięcia głos Mylesa Kennedy’ego złożyły się na brzmienie, które w klubowej przestrzeni uderzało z wyjątkową intensywnością. Publiczność odpowiedziała natychmiast — nie tylko oklaskami, ale też wspólnym śpiewem i energią, która rosła z każdym kolejnym utworem.
Setlista była dobrze wyważonym przekrojem przez różne etapy kariery zespołu. Obok nowszych kompozycji, takich jak „Playing Aces” czy „Tested and Able”, pojawiły się utwory, które od lat stanowią fundament koncertowej siły Alter Bridge. „Addicted to Pain”, „Cry of Achilles” i „Fortress” zabrzmiały potężnie, ale bez utraty detalu; każdy refren miał ciężar hymnu, a gitarowe partie Tremontiego i Kennedy’ego prowadziły koncert z rozmachem właściwym zespołom znacznie większym niż klubowe sceny.
Najbardziej emocjonalne momenty wieczoru przyszły wraz z „Open Your Eyes”, „Broken Wings” i „Watch Over You”. Wtedy Klub Studio zmienił się z głośnej rockowej sali w chór kilkuset gardeł. Kennedy, jak zwykle oszczędny w gestach, nie musiał wiele mówić — wystarczyło, że zostawiał publiczności miejsce na refreny. Kraków chętnie z tego korzystał, a zespół wyraźnie karmił się tą reakcją.
Druga część koncertu przyniosła jeszcze większe zagęszczenie emocji. „Ghost of Days Gone By” przypomniało melodyjną stronę Alter Bridge, „Rise Today” podniosło temperaturę pod sceną, a „Metalingus” wywołało jedną z najbardziej żywiołowych reakcji wieczoru. Był to ten moment, w którym granica między zespołem a publicznością właściwie przestała istnieć — Klub Studio pulsował rytmem utworu, a energia spod sceny wracała na scenę ze zdwojoną siłą.
Na bis Alter Bridge zostawili dwa najmocniejsze argumenty. „Blackbird” wybrzmiało z należnym mu ciężarem: długo, przejmująco i z gitarową dramaturgią, która pozostaje jednym ze znaków firmowych grupy. Finałowe „Isolation” domknęło koncert w sposób bezkompromisowy — szybko, ciężko i efektownie, zostawiając publiczność z poczuciem uczestnictwa w wyjątkowym wydarzeniu.
Klimat Klubu Studio sprzyjał wyjątkowej więzi między muzykami a publicznością. muzycy byli na wyciągnięcie ręki, co dla fanów przyzwyczajonych do oglądania kwartetu na wielkich halach stanowiło nie lada gratkę. Do tego zespół brzmiał w klubowych murach po prostu fenomenalnie. W Studio każdy riff miał fizyczny ciężar, każdy refren niósł się jak deklaracja, a każda spokojniejsza chwila tylko wzmacniała siłę kolejnego uderzenia. Alter Bridge przyjechali do Krakowa w świetnej formie i zostawili po sobie dokładnie to, czego oczekiwali fani: potężny, szczery i znakomicie zagrany rockowy wieczór.
Pozwólcie, że spróbujemy choć odrobinę przybliżyć Wam ten klimat "mega paczką" zdjęć z tego wieczoru, dziękując jednocześnie Mystic Coalition za możliwość zrobienia ich.