Thrashowe uderzenie na stocznię - pierwszy dzień na Mystic Festival 2026

  • 13 June, 2026
  • Michał Paterek

Pierwszego oficjalnego dnia Mystica przywitał nas upalny dzień i słoneczna pogoda, idealna na muzykę pod gołym niebem. Nie tracąc czasu, udałem się na festiwalowe grunty. Dotarłem na Park Stage, gdzie niemrawo zbierała się publiczność przed koncertem zespołu Letlive. Szczerze, nie znałem zespołu i nie wiedziałem, jaki rodzaj muzyki wykonuje. Muzycy pojawili się na scenie wraz z technicznym, który trzymał kilka metrów kabla mikrofonowego - nietypowo. Panowie nie zaczęli jeszcze grać, a nagle do fosy wskoczył wokalista zespołu, Jason Aalon Butler, pokonał barierkę i pobiegł, na tyle, na ile pozwolił wspomniany kabel, aż pod FOH. To tam, ze środka tłumu, nastąpił start koncertu, a lider zespołu po kilku screamach zaczął sam rozpychać ludzi i rozkręcać mosh pit. Energia lidera tego zespołu była niesamowita. Cały czas był w ruchu, otwierał butelki z wodą i rozbryzgiwał ją ze sceny, rzucał mikrofonem, a nawet wspinał się na konstrukcję sceny. Takie zaskoczenie na start dnia wróżyło tylko coraz lepsze festiwalowe doznania.

Ze sceny Park wpadłem na chwilę w mrok Sabbath Stage na koncert hiszpańskiej blackmetalowej formacji Noctem. Koncert był surowy i brutalny, jak na black metal przystało. Ponownie na uwagę zasługiwał lider zespołu, który aparycją i mimiką przypominał orka wyjętego rodem z uniwersum Tolkiena. Po krótkim zapoznaniu się z tym klimatycznym zespołem popędziłem na otwarcie głównej sceny, która tego dnia miała zostać wypełniona muzyką z gatunku thrash metal. Na pierwszy ogień poszło Heathen, skład, który wpadł do line-upu za Forbidden - jeden Bay Area thrash za drugi. Amerykanie bardzo dobrze zaczęli dzień, rozgrzali i nastroili obecnych pod sceną pod szybkie thrashowe riffy, które tego dnia miały gościć regularnie na tej scenie.

Po Heathen przyszedł czas na egzotykę i pewien fenomen w muzyce metalowej - formację Bloodywood (łudząco podobna nazwa do Bollywood), czyli hinduski nu metal z folkowymi wpływami. Jako że muzyka metalowa od zawsze była zdominowana przez kulturę zachodnią, miło patrzy się, że zespoły z dalszych części świata wchodzą do mainstreamu. Panowie z Bloodywood swoją popularność zdobywali przez media społecznościowe i platformę YouTube, jednak, co pokazał ich występ na Mysticu, o ich sukcesie nie świadczą tylko internetowe wyświetlenia. Tłumy bawiły się świetnie przy ich energetycznej muzyce. Po orientalnym doznaniu czekał nas ponowny powrót do klasyki - amerykański thrash w coraz lepszym wydaniu. Tym razem przed nami thrashowcy ze wschodniego wybrzeża USA - Overkill. Na czele z Bobbym „Blitzem” Ellsworthem drużyna w doskonałej formie zagrała krótki przekrojowy set zakończony klasykiem Elimination. Ewidentnie pod barierkami i nie tylko mieliśmy fanów tego zespołu, ponieważ stocznia konkretnie się rozbujała podczas drugiego koncertu na Main Stage w edycji 2026.

Szybko zajrzałem pierwszy raz tego dnia na scenę Desert, gdzie występował Psychonaut. Belgowie zgodnie z nazwą prezentowali nastrojowe, lekko psychodeliczne brzmienie przeplatane ciężkimi wstawkami. Nie zabawiłem tam jednak długo, ponieważ na scenie Park szykował się mocny polski akcent tego dnia. Decapitated wyszli na scenę i siali zniszczenie. Polska deathmetalowa maszyna z wybitnym gitarzystą Wacławem „Voggiem” Kiełtyką. Co tu dużo mówić - tłum szalał, a mosh pit kręcił się tak mocno, że niosły się z niego kłęby pyłu. Do tego momentu dnia był to najmocniejszy punkt programu.

Po tym mocnym uderzeniu miało nadejść jeszcze mocniejsze. Na Main Stage instalowali się Anthrax. W tłumie rozległa się euforia, gdy na scenie pojawili się najpierw Charlie Benante, Frank Bello, Scott Ian i wreszcie Joey Belladonna. Jak na Anthrax przystało, koncert był niezwykle energetyczny. Muzycy biegali po scenie, a Belladonna jak zawsze stroił miny i cały czas był w interakcji z kolegami z zespołu. Zestaw zaprezentowanych utworów był treściwy i zawierał same klasyki twórczości grupy. Momentem pięknej jedności oraz pokazującym, jak daleko zaszedł Anthrax przez lata, było słynne pytanie Scotta Iana do zebranego tłumu: „Gdańsk, do you love thrash metal?”. Rogi w górze i gromki krzyk publiki, który poniósł się nad wodą stoczniowych kanałów, wywołały gęsią skórkę. Anthrax potwierdza swoją pozycję w tej branży za każdym razem, gdy wychodzi na scenę, a ten moment przeszedł do historii jako jeden z piękniejszych podczas Mystic Festival.

Wybrałem okrężną drogę na Park Stage przez scenę w B90, gdzie grał Carach Angren wykonujący symfoniczny black metal. Było to raczej widowisko typowe dla tego rodzaju muzyki. Po krótkiej chwili dotarłem do Park Stage, aby zobaczyć po raz pierwszy na własne oczy braci Cavalera w projekcie Cavalera Conspiracy. Panowie przyjechali wraz z setem opartym na płycie Chaos A.D. Odnoszę wrażenie, że ten koncert przyciągnął najwięcej fanów na Park Stage podczas tegorocznej edycji wydarzenia. Mogliby konkurować jedynie z Death To All, ale o tym w następnej części. Gdy Max Cavalera wchodził na scenę, fani pod barierkami sprawiali wrażenie, jak gdyby ukazało im się swego rodzaju bóstwo. Dźwięki pierwszego utworu Refuse/Resist odbiły się echem od okolicznych bloków mieszkalnych. Od pierwszego do ostatniego utworu tłumy znajdowały się pod sceną, mimo że już za chwilę miał wystąpić pierwszy headliner Mystica.

Tak, mowa o Megadeth, niezmiennie pod przewodem Dave'a Mustaine'a. Panowie nagrali niedawno płytę i ruszyli w trasę, ogłaszając koniec kariery, która trwać ma nawet do 2031 roku. Chociaż Dave nie jest już w szczytowej formie, Megadeth pozostaje zespołem wartym zobaczenia. Kunszt gitarowy muzyków pozostaje niezmienny, natomiast muzyka od lat jest nieśmiertelna. Zespół postawił na kultowe numery dobrze wszystkim znane. Pojawił się nawet nagrany na ostatniej płycie cover Ride the Lightning autorstwa Metalliki, który dodatkowo podsycał atmosferę. Warto zauważyć, że Megadeth pojawił się w roli headlinera imprezy. Niejednokrotnie zespół ten, choć wielki dla thrash metalu, pełnił rolę supportu czy gościa specjalnego na podobnych wydarzeniach. Jeszcze niedawno w Krakowie występowali przed Disturbed. Dobrze, że Megadeth został doceniony. Zespół odebrał również na scenie złotą płytę za najnowszy krążek.

Przed snem, lub na lepszy sen, można było wybrać się na Tides From Nebula, gdzie panowie elegancko i z wyczuciem łączyli dźwięki, lub w kosmiczną podróż okraszoną ciężkim tąpnięciem z zespołem Blood Incantation, zamykającym tego dnia scenę Park. Nazwa tego zespołu obijała mi się o uszy już od dłuższego czasu. To stosunkowo nowy band pośród deathmetalowych wyjadaczy. Niemniej jednak zdobyli uznanie, które otworzyło im wiele drzwi, a ja miałem się właśnie przekonać dlaczego. Nie mylili się ci, którzy tego dnia czekali na ten koncert najbardziej. Połączenie klasycznego brutalnego death metalu z wolnymi, rozciągniętymi, progresywnymi partiami tworzyło jedyną w swoim rodzaju konfigurację audiowizualną, w której panami czasu i przestrzeni byli muzycy.

Cóż to był za dzień. Tyle zaskoczeń, tyle sentymentów i muzycznych powrotów do innych czasów. Pomysł na stworzenie dnia tematycznego, w tym wypadku poświęconego thrash metalowi, wypalił organizatorom doskonale. Jeden z bardziej popularnych i kultowych odłamów muzyki metalowej uderzył na stocznię i skradł serca zarówno wiernych od lat, jak i nowych, nieprzekonanych jeszcze do takiego grania fanów. Podkreśla to fakt, że przez cały dzień licznie można było zaobserwować młodych metalowców czerpiących z tej muzycznej energii. Czyli thrash metal to dalej muzyka młodych gniewnych, która podczas pierwszego dnia Mystic Festival połączyła w stoczni pokolenia.


Do "przewijania" zdjęć należy używać znaczników w dolnej części ramki (telefon, komputer) lub strzałek (komputer).


Thrashowe uderzenie na stocznię - pierwszy dzień na Mystic Festival 2026" data-numposts="5">

Nadchodzące wydarzenia